Zły człowiek rzadko pojawia się w naszym życiu z ostrzeżeniem wypisanym na twarzy. Częściej jest uprzejmy, czarujący i doskonale wie, jakie wrażenie powinien zrobić. Potrafi mówić właściwe rzeczy, wzbudzać zaufanie i przez długi czas ukrywać swoje prawdziwe intencje. Dopiero codzienne sytuacje pokazują, kim naprawdę jest.
Nie chodzi jednak o pojedynczy błąd, nieprzemyślane słowo czy gorszy dzień. Każdemu zdarza się zachować niesprawiedliwie. Prawdziwym sygnałem ostrzegawczym jest powtarzający się schemat, w którym jedna osoba regularnie krzywdzi innych i nie widzi w tym niczego złego.
1. Jest miły tylko dla tych, od których może coś dostać
Jednym z najbardziej wymownych sprawdzianów charakteru jest sposób, w jaki człowiek traktuje osoby niemające mu niczego do zaoferowania. Ktoś może być niezwykle uprzejmy wobec przełożonego, klienta lub osoby wpływowej, a jednocześnie pogardliwie odnosić się do kelnera, sprzedawcy, podwładnego czy starszego człowieka.
Taka wybiórcza uprzejmość nie zawsze wynika z dobrego wychowania. Czasami jest jedynie narzędziem służącym do osiągania korzyści. Gdy pojawia się interes, pojawia się również uśmiech, troska i zainteresowanie. Kiedy korzyść znika, znika także cała życzliwość.
O człowieku więcej mówi to, jak traktuje słabszych, niż to, jak zachowuje się wobec tych, których potrzebuje. Prawdziwa dobroć nie zależy od stanowiska, pieniędzy ani przydatności drugiej osoby.
2. Czerpie satysfakcję z cudzych porażek
Nie zawsze okazuje to wprost. Czasami jest to ledwie zauważalny uśmiech, ironiczna uwaga albo udawane współczucie. Taki człowiek może mówić: „Przykro mi”, ale w jego głosie wyczuwa się zadowolenie. Cudze niepowodzenie daje mu poczucie przewagi.
Może również pomniejszać sukcesy innych, doszukiwać się w nich przypadku, znajomości albo niesprawiedliwości. Gdy komuś się powodzi, czuje się zagrożony. Gdy ktoś upada, odzyskuje spokój.
Każdy może czasami poczuć ukłucie zazdrości. Niepokojące jest jednak to, gdy czyjeś cierpienie staje się dla drugiej osoby źródłem przyjemności, a sukces wywołuje złość zamiast życzliwości. Człowiek o dobrym sercu nie musi wszystkich lubić, ale nie buduje własnej wartości na cudzym nieszczęściu.
3. Wykorzystuje cudze słabości przeciwko ludziom
Na początku uważnie słucha. Zachęca do zwierzeń, sprawia wrażenie troskliwego i wyrozumiałego. Poznaje nasze lęki, kompleksy, bolesne wspomnienia oraz miejsca, w których jesteśmy najbardziej bezbronni. Problem pojawia się później — podczas konfliktu.
To, co zostało powiedziane w zaufaniu, nagle staje się bronią. Sekret zostaje ujawniony, słabość wyśmiana, a bolesna historia wykorzystana po to, aby zranić dokładnie tam, gdzie zaboli najmocniej.
Dobry człowiek może się na nas zdenerwować, ale nie użyje naszej wrażliwości jako amunicji. Wie, że zaufanie jest czymś, czego nie wolno niszczyć nawet podczas największej kłótni. Jeśli ktoś regularnie wykorzystuje przeciwko nam informacje, które otrzymał w chwili bliskości, pokazuje, że nie szukał więzi. Szukał przewagi.
4. Nigdy nie bierze odpowiedzialności za wyrządzoną krzywdę
W jego opowieściach zawsze winny jest ktoś inny. Został sprowokowany, źle zrozumiany albo zmuszony do określonego zachowania. Jeśli zwrócimy mu uwagę, nie skupia się na tym, co zrobił. Zaczyna mówić o naszej reakcji.
„Gdybyś się tak nie zachował, nie musiałbym tego robić”. „Jesteś przewrażliwiony”. „Znowu robisz ze mnie najgorszego człowieka”. W ten sposób rozmowa o wyrządzonej krzywdzie zamienia się w oskarżenie osoby, która odważyła się o niej powiedzieć.
Czasami pojawiają się nawet przeprosiny, ale brzmią one: „Przepraszam, że tak to odebrałeś”. Nie ma w nich refleksji ani gotowości do zmiany. Są jedynie próbą zakończenia niewygodnej rozmowy.
Człowiek nie pokazuje swojej dojrzałości tym, że nigdy nie popełnia błędów, lecz tym, co robi, kiedy już kogoś zrani. Brak odpowiedzialności sprawia, że ta sama krzywda będzie powtarzać się w nieskończoność.
5. Jest zupełnie inną osobą przy świadkach
W towarzystwie potrafi być troskliwy, spokojny i pełen uroku. Ludzie mówią o nim dobrze, ponieważ znają wyłącznie jego starannie przygotowany wizerunek. Prawdziwa twarz pojawia się dopiero za zamkniętymi drzwiami — tam, gdzie nie ma świadków i nikt nie może podważyć jego wersji wydarzeń.
Właśnie dlatego osoba krzywdzona często długo milczy. Obawia się, że nikt jej nie uwierzy. Przecież dla innych ten człowiek jest sympatyczny, pomocny i opanowany. Bywa nawet, że po konflikcie wychodzi do ludzi z uśmiechem, podczas gdy w domu pozostawia kogoś rozbitego emocjonalnie.
Ta różnica nie jest zwykłą zmianą nastroju. To świadome zarządzanie wizerunkiem. Jeśli ktoś potrzebuje publiczności, aby być dobrym człowiekiem, prawdopodobnie bardziej zależy mu na opinii niż na dobru innych.
Prawdziwy charakter wychodzi na jaw z czasem
Nie powinniśmy nazywać kogoś złym po jednej kłótni, nietrafionej wypowiedzi czy niewłaściwej decyzji. Warto jednak obserwować powtarzające się zachowania. Słowa można przygotować, uśmiech wyćwiczyć, a uprzejmość odegrać. Znacznie trudniej przez długi czas ukrywać brak empatii, pogardę i potrzebę kontrolowania innych.
Najważniejsze pytanie nie brzmi więc: „Czy ta osoba potrafi być miła?”. Większość ludzi potrafi. Lepiej zapytać: „Jak czuję się przy niej wtedy, kiedy stawiam granice, nie jestem już potrzebny albo odważę się mieć własne zdanie?”
Czasami prawda o człowieku nie pojawia się w tym, co robi, gdy wszystko układa się po jego myśli. Ujawnia się dopiero wtedy, gdy słyszy „nie”, traci przewagę albo nie dostaje tego, czego oczekiwał.
Jeśli bliskie są Ci refleksje o relacjach, emocjach i odzyskiwaniu wewnętrznego spokoju, więcej podobnych przemyśleń znajdziesz w książce „Cisza leczy duszę”.

