Psychologia

Grzeczne dziewczynki nie zawsze wyrastają na szczęśliwe kobiety. 6 ran, których długo nikt nie zauważa

Była dzieckiem, które nie krzyczało, nie sprzeciwiało się i nie sprawiało większych problemów. Dorośli często stawiali ją innym za wzór. Mówili, że jest spokojna, odpowiedzialna i dojrzała jak na swój wiek.

Rzadko jednak ktoś pytał, co kryło się za tą grzecznością.

Czy naprawdę czuła się bezpieczna? A może szybko zrozumiała, że akceptację otrzymuje wtedy, gdy nie przeszkadza, spełnia oczekiwania i nie pokazuje trudnych emocji?

Grzeczność sama w sobie nie jest czymś złym. Problem zaczyna się wtedy, gdy dziecko rezygnuje z własnego głosu, aby nie stracić miłości, uwagi albo spokoju w domu. Dziewczynka uczy się wówczas nie tego, jak rozumieć siebie, lecz jak dopasowywać się do innych.

Dorasta, ale dawne zasady zostają. Nadal próbuje być wygodna, niekłopotliwa i potrzebna. Tylko że w dorosłym życiu płaci za to cenę, której przez długi czas nikt nie zauważa — czasami nawet ona sama.

1. Nie ufa własnym emocjom

Kiedy jako dziecko płakała, mogła słyszeć: „Nie przesadzaj”. „Nic takiego się nie stało”. „Przestań się złościć”. „Grzeczne dziewczynki tak się nie zachowują”.

Z czasem przestała zastanawiać się, dlaczego coś czuje. Zaczęła pytać, czy w ogóle ma prawo to czuć.

Dorosła kobieta może długo analizować własne reakcje. Nawet jeśli ktoś ją zrani, najpierw szuka winy w sobie. Zastanawia się, czy nie jest zbyt wrażliwa, wymagająca albo przewrażliwiona. Potrzebuje potwierdzenia innych, zanim uzna własne uczucia za ważne.

Często mówi: „Może rzeczywiście przesadzam”, chociaż w środku doskonale czuje, że została przekroczona jej granica.

Pierwszą niewidoczną raną jest więc brak zaufania do samej siebie. Nie chodzi o to, że nie ma emocji. Przeciwnie — może przeżywać je bardzo intensywnie. Po prostu nauczyła się je podważać, ukrywać i tłumaczyć przed samą sobą.

2. Odczuwa wstyd, kiedy czegoś potrzebuje

Grzeczna dziewczynka szybko zauważa, że dorośli są zadowoleni, gdy potrafi zająć się sobą. Nie prosi, nie narzeka i nie domaga się uwagi. Jeżeli w domu było dużo napięcia, problemów albo zmiennych nastrojów, mogła nawet uznać, że jej potrzeby stanowią dodatkowy ciężar.

Dlatego w dorosłości łatwiej przychodzi jej dawanie niż przyjmowanie.

Potrafi godzinami słuchać cudzych problemów, lecz gdy sama cierpi, mówi: „Poradzę sobie”. Pomaga innym, zanim ktokolwiek zdąży ją o to poprosić, ale długo zbiera się na odwagę, aby poprosić o drobną przysługę.

Może przepraszać za zmęczenie, chorobę, gorszy dzień, a nawet za zwykłą potrzebę odpoczynku. Kiedy ktoś okazuje jej troskę, nie zawsze potrafi się nią cieszyć. Pojawia się niepokój, że teraz musi się odwdzięczyć.

Głęboko w środku może nosić przekonanie, że miłość trzeba sobie wypracować. Być pomocną, cierpliwą, silną i zawsze dostępną. Jakby samo istnienie nie wystarczało, żeby zasługiwać na czyjąś obecność.

3. Mówi „tak”, chociaż całe jej ciało mówi „nie”

Odmawianie nigdy nie było dla niej łatwe. Jako dziecko mogła być nagradzana za posłuszeństwo, a karana chłodem, złością lub zawstydzaniem za sprzeciw. Nauczyła się więc, że powiedzenie „nie” może oznaczać konflikt, rozczarowanie albo utratę czyjejś sympatii.

W dorosłości zgadza się na rzeczy, na które nie ma czasu ani siły. Bierze dodatkowe obowiązki, zostaje dłużej w pracy, odbiera telefon, mimo że potrzebuje ciszy. Pozwala innym przekraczać swoje granice, a później jest wyczerpana i zła — najczęściej na samą siebie.

Kiedy w końcu odmawia, długo tłumaczy swoją decyzję. Podaje wiele powodów, jakby proste „nie mogę” nie było wystarczające. Nawet po postawieniu granicy odczuwa poczucie winy i zastanawia się, czy nie powinna zmienić zdania.

Nie wynika to z braku charakteru. Przez lata jej bezpieczeństwo mogło zależeć od umiejętności dostosowania się. Dziś każda odmowa uruchamia dawny lęk: „Jeśli kogoś zawiodę, przestanie mnie lubić”.

4. Próbuje zasłużyć na swoją wartość

Jej poczucie własnej wartości może zależeć od tego, ile zrobiła i jak została oceniona.

Pochwała przynosi ulgę, ale tylko na chwilę. Jeden błąd wystarczy, aby poczuła, że zawiodła jako człowiek. Nie potrafi zwyczajnie zrobić czegoś „wystarczająco dobrze”. Musi być najlepsza, niezawodna i przygotowana na każdą możliwość.

Czasami perfekcjonizm wygląda z zewnątrz jak wielka ambicja. W środku może jednak kryć się lęk przed krytyką oraz przekonanie, że miłość i akceptacja są warunkowe.

Taka kobieta potrafi osiągać wiele, ale rzadko czuje prawdziwą satysfakcję. Zamiast świętować sukces, od razu zauważa niedociągnięcia. Porównuje się z innymi i boi się, że ktoś odkryje, iż wcale nie jest tak dobra, jak się wydaje.

Nie odpoczywa spokojnie, ponieważ bezczynność kojarzy jej się z lenistwem. Nie czuje się wartościowa, kiedy po prostu jest. Czuje się wartościowa dopiero wtedy, gdy jest komuś potrzebna albo może pochwalić się kolejnym osiągnięciem.

5. Czuje się odpowiedzialna za nastroje innych ludzi

Już jako dziecko mogła uważnie obserwować twarze dorosłych. Po sposobie zamykania drzwi, tonie głosu albo odgłosie kroków rozpoznawała, jaki będzie wieczór. Wiedziała, kiedy lepiej milczeć, kiedy rozweselić rodzica, a kiedy zniknąć w swoim pokoju.

To, co kiedyś pomagało jej unikać konfliktów, w dorosłości może zamienić się w ciągłe czuwanie.

Natychmiast zauważa, że ktoś jest zdenerwowany. Analizuje krótszą wiadomość, chłodniejszy ton i brak uśmiechu. Zamiast pomyśleć: „Ta osoba może mieć gorszy dzień”, pyta siebie: „Co zrobiłam nie tak?”.

Próbuje naprawiać cudze emocje, nawet jeśli ich nie wywołała. Łagodzi konflikty, przeprasza pierwsza i rezygnuje z własnego zdania, aby jak najszybciej przywrócić spokój.

W relacjach często staje się osobą, która pamięta o wszystkim, przewiduje potrzeby i pilnuje emocjonalnej atmosfery. Inni przyzwyczajają się, że zawsze można na niej polegać. Mało kto dostrzega, jak bardzo jest tym zmęczona.

6. Milczy, aby nie stracić miłości

Najgłębsza rana ujawnia się często dopiero w bliskich relacjach.

Kobieta może długo tolerować chłód, lekceważenie i nierówne traktowanie. Nie dlatego, że tego nie widzi, ale dlatego, że bardziej boi się odrzucenia niż własnego cierpienia. Zamiast powiedzieć, co ją boli, próbuje być jeszcze bardziej wyrozumiała.

Wierzy, że jeśli będzie cierpliwa, spokojna i dobra, druga osoba w końcu ją doceni. Kiedy partner przekracza jej granice, szuka dla niego usprawiedliwień. Kiedy ona popełni błąd, ocenia siebie znacznie surowiej.

Może mylić brak konfliktów z bliskością. Tymczasem spokój uzyskany za cenę milczenia nie jest prawdziwym spokojem. Jest samotnością przeżywaną obok drugiego człowieka.

Tłumiona złość nie znika. Czasami zamienia się w smutek, wyczerpanie, poczucie pustki albo nagłe wybuchy po miesiącach udawania, że wszystko jest w porządku. Kobieta sama nie rozumie wtedy, dlaczego reaguje tak mocno. Nie widzi jeszcze setek małych sytuacji, w których zdradzała własne potrzeby, żeby ochronić relację.

Grzeczność nie musi być wyrokiem

Nie każda spokojna i posłuszna dziewczynka dorasta z takimi ranami. Dzieci różnią się temperamentem, a troskliwy dom może uczyć zarówno życzliwości, jak i prawa do własnego zdania.

Problemem nie jest dobre wychowanie. Problemem jest przekonanie, że dziecko zasługuje na miłość tylko wtedy, gdy spełnia oczekiwania i nie dostarcza dorosłym trudnych emocji.

Zmiana tych wzorców jest możliwa, choć zwykle nie następuje od razu. Zaczyna się od małych chwil: zauważenia własnego zmęczenia, odmowy bez długiego tłumaczenia, przyjęcia pomocy bez poczucia długu czy nazwania złości, zanim zmieni się w żal.

Czasem potrzebna jest rozmowa z psychologiem lub psychoterapeutą, szczególnie gdy dawne doświadczenia mocno wpływają na relacje i codzienne funkcjonowanie. Proszenie o pomoc nie oznacza jednak słabości. Może być pierwszym momentem, w którym dorosła kobieta przestaje samotnie dźwigać wszystko, co kiedyś powierzono małej dziewczynce.

Przez wiele lat mogła wierzyć, że musi być grzeczna, aby ktoś ją kochał. Teraz może nauczyć się czegoś zupełnie innego:

że wolno jej mieć potrzeby, zmieniać zdanie, popełniać błędy i mówić prawdę o swoich uczuciach.

Nie musi już zasługiwać na miejsce w cudzym życiu, rezygnując z miejsca dla samej siebie.

Źródła i materiały

Marcel Adamas

Twórca i wydawca portalu Przemyślenia.pl oraz autor książki „Cisza leczy duszę”. Od lat związany z mediami internetowymi, w których porusza tematy emocji, relacji, wrażliwości, kultury i codziennego życia. W swoich tekstach stara się ubierać w słowa to, co wiele osób czuje, ale nie zawsze potrafi wyrazić.