Psychologia

Samotność, której nie widać na zdjęciach. Co bohaterowie Murakamiego mówią nam o potrzebie bliskości?

Na zdjęciu siedzisz między ludźmi. Ktoś obejmuje cię ramieniem, na stole stoją szklanki, wszyscy się uśmiechają. Patrząc z zewnątrz, trudno byłoby pomyśleć, że tego wieczoru czułeś się samotny. Przecież byłeś zaproszony. Rozmawiałeś. Nawet kilka razy szczerze się zaśmiałeś.

A jednak wróciłeś do domu z poczuciem, że nikt nie dowiedział się, co naprawdę u ciebie. Opowiedziałeś o pracy, planach na weekend i ostatnio obejrzanym filmie. O tym, co od tygodni nie daje ci spokoju, znów nie znalazłeś sposobu, żeby powiedzieć.

Samotność nie zawsze oznacza brak ludzi. Czasem jest doświadczeniem bycia wśród nich bez poczucia, że można pokazać coś więcej niż dobrze znaną wersję siebie.

Bohaterowie Harukiego Murakamiego pozwalają przyjrzeć się temu doświadczeniu z różnych stron. W „Bezbarwnym Tsukuru Tazakim i latach jego pielgrzymstwa” ważne miejsce zajmuje ślad pozostawiony przez odrzucenie. W „Kafce nad morzem” osobność bohaterów współistnieje z więziami, które łączą ich losy. Obie powieści można czytać jako zaproszenie do refleksji nad tym, jak trudno dotrzeć do drugiego człowieka.

Nie dają prostego przepisu na bliskość. Poniższe rozważania są interpretacją tych literackich motywów — próbą odniesienia ich do chwil, które wielu z nas zna z własnego życia.

Można należeć do grupy i wciąż nie czuć się pewnie

Tsukuru Tazaki przez lata nosi w sobie doświadczenie nagłego wykluczenia z grona przyjaciół. Powieść pokazuje również rozbieżność między jego obrazem samego siebie a tym, jak postrzegają go inni. To, co uważa za oczywiste na własny temat, wymaga ponownego przyjrzenia się.

Ta historia skłania do pytania, ile dawnych ocen zabieramy ze sobą do nowych relacji.

Możesz otrzymać zaproszenie i zastanawiać się, czy naprawdę chciano cię zobaczyć. Ktoś nie odpisuje przez kilka godzin, a ty już szukasz błędu w ostatniej wiadomości. W rozmowie zapada cisza i natychmiast czujesz obowiązek powiedzenia czegoś zabawnego, żeby nie okazać się nudnym.

Czasem otaczający cię ludzie nie wiedzą, ile wysiłku wkładasz w samo przebywanie z nimi. Widzą osobę uprzejmą, zainteresowaną, pomocną. Nie widzą pytań, które zadajesz sobie po powrocie: „Czy powiedziałem za dużo?”, „Czy jeszcze mnie zaproszą?”, „Czy w ogóle zauważyliby moją nieobecność?”.

Zaproszenie daje miejsce przy stole. Poczucie bliskości potrzebuje jeszcze przekonania, że nie trzeba bezustannie zasługiwać na pozostanie przy nim.

Takie przekonanie może budować się powoli, przez powtarzające się doświadczenia: ktoś pamięta, odzywa się, słucha, nie wycofuje sympatii po pierwszej niezręczności.

Samodzielność nie wyklucza tęsknoty za kimś

Możesz pracować, płacić rachunki, robić zakupy i dobrze organizować sobie dzień. Umiesz wyjechać sam, zjeść obiad w pojedynkę, znaleźć zajęcie na wieczór. Z zewnątrz niczego ci nie brakuje.

A mimo to czasem chciałbyś usłyszeć: „Jak poszło to spotkanie, którym się martwiłeś?”. Chciałbyś, żeby ktoś wiedział, dlaczego dana rocznica jest trudna albo dlaczego dzisiejsza dobra wiadomość tak wiele dla ciebie znaczy.

Można radzić sobie z codziennością i potrzebować kogoś, z kim da się ją dzielić. Nie ma w tym sprzeczności.

Osobność bohaterów „Kafki nad morzem” i powiązania między nimi można odczytać właśnie jako zachętę do namysłu nad współistnieniem odrębności i więzi. Każdy niesie własne doświadczenia, a spotkania z innymi pozostają znaczące dla jego drogi.

W naszym życiu potrzeba bliskości bywa bardzo zwyczajna. Dotyczy obecności kogoś, przy kim nie musimy od początku tłumaczyć całej historii. Kogoś, kto rozumie wagę krótkiego: „Dzisiaj znowu było ciężko”.

Czasem najbardziej ukrywamy to, z czym chcielibyśmy zostać przyjęci

Wiele rozmów toczy się wokół tematów, które łatwo utrzymać w bezpiecznych granicach. Można długo opowiadać o remoncie, serialach i zawodowych obowiązkach, nie wspominając ani słowem o lęku przed przyszłością czy poczuciu pustki.

Nie każda znajomość musi być głęboka. Lekkie rozmowy też mają wartość, a prywatność jest potrzebna. Trudność pojawia się wtedy, gdy nie mamy ani jednej relacji, w której czujemy możliwość powiedzenia czegoś trudniejszego.

Bywa, że sami pilnujemy, żeby nikt nie zobaczył zmęczenia. Odpowiadamy „wszystko dobrze”, ponieważ nie chcemy sprawiać kłopotu. Pocieszamy innych, ale własną potrzebę rozmowy odkładamy do momentu, w którym będzie naprawdę źle.

W ten sposób możemy być dobrze znani ze swoich obowiązków, zainteresowań i żartów, a jednocześnie pozostawać mało widoczni w tym, co przeżywamy.

Bliskość potrzebuje przestrzeni na prawdę, której nie da się zmieścić w odpowiedzi „jakoś leci”.

Otwarcie się nie musi oznaczać opowiedzenia od razu wszystkiego. Czasem wystarczy: „Ostatnio jest mi trudniej, niż pokazuję. Masz chwilę, żeby posłuchać?”. Odpowiedź pomaga zobaczyć, czy w tej relacji jest miejsce na dalszą rozmowę.

Bycie zauważonym nie oznacza, że ktoś odgadnie każdą potrzebę

Marzenie o bliskości bywa związane z pragnieniem, żeby druga osoba po prostu wiedziała. Zauważyła smutek, domyśliła się przyczyny milczenia, zadzwoniła dokładnie wtedy, gdy jej potrzebujemy.

Takie chwile się zdarzają i potrafią wzruszyć. Jednak nawet troskliwy człowiek nie zawsze rozpozna, co kryje się za naszym zachowaniem. Może uznać, że chcemy pobyć sami, podczas gdy czekamy na pytanie. Może próbować pomóc radą, kiedy potrzebujemy wyłącznie wysłuchania.

Potrzeba bliskości nie odbiera nam prawa do jasnego komunikowania tego, czego szukamy. Możemy powiedzieć: „Nie potrzebuję teraz rozwiązania. Chciałbym tylko nie zostać z tym sam”.

Równie ważna jest odpowiedź drugiej strony. Czy potrafi odłożyć własne założenia? Czy słucha bez pośpiechu? Czy uszanowanie jej ograniczeń nadal pozostawia miejsce na twoje potrzeby?

Nie każda próba rozmowy zakończy się porozumieniem. Warto jednak szukać relacji, w których można poprawić niezręczne zdanie, dopowiedzieć coś później i spróbować ponownie.

Zdjęcie pokazuje chwilę. Bliskość ujawnia się także poza nią

Wspólna fotografia może zachować prawdziwą radość. Nie trzeba jej podejrzewać o fałsz tylko dlatego, że ktoś czuje się samotny w innych momentach. Nasze życie mieści oba doświadczenia.

Zdjęcie nie odpowie jednak na pytanie, czy po spotkaniu masz do kogo zadzwonić z trudną sprawą. Czy możesz odmówić, popełnić błąd, mieć gorszy dzień i nadal czuć, że jesteś mile widziany.

O tym więcej mówią drobne sytuacje. Wiadomość nawiązująca do wcześniejszej rozmowy. Pytanie, za którym idzie cierpliwe słuchanie. Obecność również wtedy, gdy nie masz energii, żeby być zabawny i interesujący.

Literackie historie mogą pomóc nazwać tę tęsknotę, nawet jeśli jej za nas nie rozwiążą. Po lekturze czasem zostaje proste rozpoznanie: tak, właśnie tego mi brakuje. Kogoś, przy kim mogę przestać pilnować, czy sprawiam odpowiednie wrażenie.

Bliskość daje miejsce także tej części ciebie, której nie widać na zdjęciach. Temu, co niegotowe, trudne do wyjaśnienia i zbyt ważne, żeby po raz kolejny zbyć to słowami: „Wszystko w porządku”.

Marcel Adamas

Pisze od 2012 roku. Prowadzi Przemyślenia.pl i jest autorem książki „Cisza leczy duszę”. W swoich tekstach porusza tematy emocji, relacji i codziennych spraw, które zostają w głowie na dłużej. Szuka słów na to, co wielu z nas czuje, ale o czym nie zawsze łatwo mówić.