„Świetnie to zrobiłaś”. „Przesadzasz, każdy by sobie poradził”. „Bardzo dobrze wyglądasz”. „To tylko takie światło”. „Podziwiam, ile pracy w to włożyłeś”. „Po prostu miałem szczęście”.
Takie wymiany zdań trwają kilka sekund. Ktoś mówi coś dobrego, a druga osoba niemal natychmiast pomniejsza znaczenie tych słów. Wyjaśnia, zaprzecza, wskazuje niedoskonałość. Jakby pochwała była pomyłką, którą trzeba uprzejmie sprostować, zanim rozmówca zdąży uwierzyć we własną ocenę.
Łatwo nazwać to skromnością. Czasem rzeczywiście jest to wyuczony sposób prowadzenia rozmowy, bez większych emocji w tle. Bywa jednak, że komplement wywołuje prawdziwe zakłopotanie. Trudno znaleźć odpowiedź, pojawia się potrzeba zmiany tematu, a po spotkaniu wraca pytanie: „Dlaczego właściwie powiedziałem o sobie coś tak nieprzyjemnego?”.
Dobre słowa mogą być trudne do przyjęcia, kiedy nie pasują do sposobu, w jaki przywykliśmy o sobie myśleć. Potrafią też postawić nas w centrum uwagi, którego wcale nie szukaliśmy.
Skromność, która wymaga zaprzeczania
W wielu domach łatwiej było usłyszeć, co należy poprawić, niż co już wyszło dobrze. Dobra ocena mogła prowadzić do pytania o jeszcze lepszą. Zadowolenie z własnej pracy bywało kwitowane uwagą, żeby się nie przechwalać. W ten sposób można przyswoić zasadę, że o swoich zaletach należy mówić ostrożnie, najlepiej natychmiast równoważąc je listą braków.
Później ta zasada pojawia się w zupełnie zwyczajnych sytuacjach. Gospodyni słyszy, że obiad jest smaczny, i od razu przeprasza za sos. Pracownik otrzymuje pochwałę za projekt, po czym wylicza wszystko, czego nie zdążył dopracować. Autor pokazuje tekst, ale jeszcze przed pierwszą opinią uprzedza, że właściwie nie jest z niego zadowolony.
Takie zachowanie może chronić przed zarzutem zarozumiałości. Jeśli sam wskażę swoje niedoskonałości, nikt nie pomyśli, że mam o sobie zbyt wysokie mniemanie. Tyle że z czasem trudno znaleźć miejsce na zwykłą satysfakcję. Każde osiągnięcie trzeba osłabić, żeby móc bezpiecznie o nim mówić.
A przecież przyjęcie komplementu nie wymaga przekonania o własnej wyjątkowości. Można wiedzieć, że obiad nie wyszedł idealnie, i uznać, że komuś naprawdę smakował. Można dostrzegać błędy w projekcie, a jednocześnie przyjąć uznanie za pracę, która została wykonana.
Skromność nie musi polegać na przekonywaniu innych, że niesłusznie widzą w nas coś dobrego.
Krytyka daje znajomą rolę
Dla niektórych osób krytyka jest łatwiejsza do obsłużenia. Można się poprawić, wyjaśnić okoliczności, przeprosić albo podjąć dyskusję. Wiadomo, co zrobić z komunikatem: coś jest niewystarczające, więc trzeba się tym zająć.
Pochwała nie zawsze daje taką instrukcję. Zostawia człowieka z cudzym uznaniem i koniecznością przyjęcia go choćby na chwilę. To może być zaskakująco niewygodne, zwłaszcza gdy własny wysiłek uważa się za oczywistość.
Ktoś mówi: „Jesteś bardzo cierpliwy”, a ty przypominasz sobie wszystkie momenty zniecierpliwienia. Słyszysz: „Dobrze sobie radzisz”, choć przed wyjściem z domu czułeś, że ledwo utrzymujesz wszystko w porządku. Między twoją wiedzą o sobie a tym, co widzi rozmówca, pojawia się różnica.
Nie musi ona oznaczać, że druga osoba się myli. Widzi fragment, który także jest prawdziwy. Twoje potknięcia nie usuwają tego, co robisz dobrze, podobnie jak pojedyncza pochwała nie tworzy obowiązku bycia bezbłędnym.
Komplement może być informacją o konkretnym doświadczeniu drugiego człowieka: pomogłeś mu, wzruszyłeś go, zrobiłeś coś, co docenił. Nie musi być oceną całej twojej osoby.
Kiedy uznanie brzmi jak zapowiedź kolejnych oczekiwań
„Na ciebie zawsze można liczyć”. „Ty jesteś taka silna”. „Nikt nie zrobi tego tak dobrze jak ty”.
Są zdania, które brzmią miło, ale w określonym kontekście mogą ciążyć. Zwłaszcza jeśli wcześniej podobnym słowom towarzyszyły dodatkowe obowiązki. Pochwała samodzielności oznaczała, że można zostawić cię bez pomocy. Uznanie cierpliwości — że powinieneś znieść jeszcze trochę. Zachwyt nad rzetelnością — że kolejne zadanie znów trafi do ciebie.
W takiej sytuacji zakłopotanie może wiązać się z pytaniem: „Czego teraz będziesz ode mnie potrzebować?”. Trudno swobodnie przyjąć uznanie, jeśli wcześniej często otwierało ono rozmowę o przysłudze.
Podobnie dzieje się wtedy, gdy pochwała zaczyna przypominać zobowiązanie do utrzymania poziomu. Udana prezentacja rodzi myśl, że następna musi być jeszcze lepsza. Komentarz o sile odbiera prawo do przyznania się do zmęczenia.
Warto oddzielić te sprawy. Można podziękować za docenienie i odmówić kolejnego zadania. Można cieszyć się z dobrze wykonanej pracy, nie obiecując, że odtąd wszystko będzie wychodziło równie sprawnie.
Przyjęcie dobrych słów nie jest podpisaniem umowy na nieustanne spełnianie cudzych oczekiwań.
Nie każdy komplement jest dobrze podany
Rozmowa o trudnościach z przyjmowaniem pochwał łatwo zamienia się w ocenę osoby komplementowanej. Skoro poczuła się niezręcznie, zapewne powinna popracować nad pewnością siebie. Tymczasem znaczenie mają również treść, sytuacja i relacja między ludźmi.
Publiczna pochwała może zawstydzić kogoś, kto woli docenienie na osobności. Komentarz o wyglądzie może być niechciany, nawet jeśli wypowiadający go uważa się za uprzejmego. Zdanie „Jak na twój wiek, świetnie wyglądasz” zawiera ocenę, o którą nikt nie prosił. „Wreszcie zrobiłeś to porządnie” przypomina raczej przytyk niż uznanie.
Nie trzeba przyjmować każdego takiego komunikatu z wdzięcznością. Zakłopotanie może mówić coś o sposobie potraktowania nas w konkretnej sytuacji. Nie jest automatycznie dowodem na problem z własną wartością.
Osoba, która chce kogoś docenić, może postawić na konkret: „Dobrze wyjaśniłaś ten trudny temat”, „Dziękuję, że mnie wtedy wysłuchałeś”, „Podoba mi się sposób, w jaki to napisałeś”. Taka pochwała zostawia mniej miejsca na domysły i nie wymaga porównywania z innymi.
Warto również pozwolić rozmówcy zareagować po swojemu. Naciskanie: „No przyznaj wreszcie, że jesteś świetny” może tylko zwiększyć jego skrępowanie.
Co właściwie zrobić z dobrym słowem?
Być może najtrudniejsze jest zaakceptowanie, że nie trzeba robić z nim wiele. Nie ma obowiązku natychmiastowego odwzajemniania komplementu, opowiadania całej historii sukcesu ani udowadniania, że pochwała była zasłużona.
„Dziękuję, miło mi to słyszeć” wystarcza. Podobnie jak: „Cieszę się, że to zauważyłeś” albo „Dużo pracy w to włożyłam, więc tym bardziej dziękuję”.
Na początku taka odpowiedź może wydawać się nienaturalna. Można ją wypowiedzieć, nawet jeśli zakłopotanie jeszcze nie minęło. Nie trzeba natychmiast uwierzyć w każde dobre zdanie o sobie. Wystarczy nie odrzucać go odruchowo.
Warto zauważyć również moment, w którym pojawia się potrzeba dopowiedzenia: „ale…”. „Dziękuję, ale mogło być lepiej”. „Miło mi, ale to naprawdę nic”. Czasem za tym dodatkiem stoi ważne sprostowanie, choćby chęć podkreślenia pracy zespołu. Innym razem po prostu trudno wytrzymać chwilę, w której ktoś dobrze o nas myśli.
Można spróbować pozostawić podziękowanie bez kolejnego zdania. Pozwolić rozmówcy zachować jego ocenę.
Zostawić dobre słowa bez poprawiania
Krytyczna uwaga potrafi zostać z nami na długo. Wracamy do niej, rozważamy jej znaczenie, szukamy potwierdzeń. Pochwałę łatwo unieważnić w kilka sekund: ktoś był uprzejmy, nie zna się, nie widział wszystkiego.
Warto czasem zauważyć tę nierówność. Dlaczego nieprzychylna opinia ma zasługiwać na tyle uwagi, a życzliwa od razu wydaje się podejrzana?
Nie każdy komplement jest trafny. Nie każda krytyka jest prawdziwa. Oba komunikaty można rozważyć, zamiast automatycznie uznawać jeden i odrzucać drugi.
Być może ktoś rzeczywiście zauważył twój wysiłek. Być może rozmowa z tobą była dla niego ważna. Być może zrobiłeś coś dobrze, nawet jeśli sam widzisz przede wszystkim to, co można jeszcze poprawić.
Możesz pozwolić, żeby ktoś powiedział o tobie coś dobrego, bez natychmiastowego przekonywania go, że się pomylił. Czasem właśnie od takiej krótkiej chwili zaczyna się odrobinę łagodniejszy sposób patrzenia na siebie.
