Najbardziej dotkliwa samotność nie przychodzi wtedy, gdy nikogo nie ma obok.
Przychodzi wtedy, gdy ktoś jest, a mimo to czujesz się niewidzialny.
Siedzenie przy jednym stole, wspólne łóżko, te same codzienne rytuały – a jednak gdzieś pomiędzy słowami, spojrzeniami i milczeniem rodzi się pustka. Cicha, trudna do nazwania, często wypierana. Bo przecież „jesteśmy razem”.
A jednak samotność potrafi zamieszkać także w związku.
Gdy rozmowy przestają być spotkaniem
Na początku rozmowy były ciekawością.
Później stały się informacją.
A w końcu zamieniły się w wymianę zdań bez obecności.
Mówimy o sprawach do załatwienia, o planach, o obowiązkach. Rzadziej o tym, co naprawdę w nas żyje. Rzadziej o lęku, zmęczeniu, tęsknocie. Jakby nie było już na to miejsca. Jakby bliskość została zastąpiona poprawnym funkcjonowaniem.
Samotność w związku często zaczyna się wtedy, gdy nie ma już przestrzeni na prawdę.
Milczenie, które nie jest ciszą
Nie każde milczenie jest spokojem.
Czasem jest wycofaniem. Obroną. Rezygnacją.
Milczymy, bo:
-
nie chcemy kolejnej kłótni,
-
boimy się niezrozumienia,
-
nie mamy siły tłumaczyć siebie po raz kolejny.
Z czasem uczymy się żyć obok siebie, a nie ze sobą. I choć fizycznie nic się nie zmienia, emocjonalnie dystans rośnie. A samotność cicho siada między dwojgiem ludzi.
Gdy przestajemy być widziani
Każdy człowiek potrzebuje być zauważony. Nie idealny. Nie bezbłędny. Prawdziwy.
Samotność we dwoje pojawia się wtedy, gdy:
-
nasze emocje są bagatelizowane,
-
zmęczenie spotyka się z obojętnością,
-
radość nie znajduje odbicia w oczach drugiej osoby.
Nie chodzi o wielkie gesty.
Chodzi o to proste poczucie: ktoś mnie widzi takim, jakim jestem.
Gdy go brakuje, nawet najbliższa osoba może stać się kimś odległym.
Bliskość, która zamienia się w przyzwyczajenie
Przyzwyczajenie samo w sobie nie jest złe.
Staje się problemem wtedy, gdy zastępuje troskę.
Gdy przestajemy pytać „jak się czujesz?”, bo wydaje nam się, że już wiemy.
Gdy obecność drugiego człowieka przestaje być wyborem, a staje się oczywistością.
Samotność rodzi się nie z braku miłości, lecz z braku uważności.
Czy da się z niej wyjść?
Czasem tak.
Pod warunkiem, że obie strony są gotowe zobaczyć, co się naprawdę dzieje.
Samotność w związku nie zawsze oznacza jego koniec.
Czasem jest sygnałem, że coś ważnego zostało zaniedbane. Że potrzeba rozmowy – tej trudnej, szczerej, nieuciekającej.
A czasem jest cichą informacją, że mimo wspólnej drogi, każde z dwojga idzie już w inną stronę.
Bycie razem nie zawsze oznacza bycie blisko.
A bycie blisko nie zawsze oznacza brak samotności.
Warto jednak pamiętać jedno:
związek, w którym czujesz się samotny, nie powinien być miejscem, w którym musisz rezygnować z siebie.
Bo prawdziwa bliskość nie polega na tym, że ktoś jest obok.
Polega na tym, że ktoś naprawdę jest.

