Film Psychologia Recenzje

Kiedyś śmieszył, dziś coraz częściej wzrusza. 5 lekcji z „Forresta Gumpa”, które z wiekiem rozumiemy lepiej

Kiedy oglądamy „Forresta Gumpa” po raz pierwszy, łatwo zapamiętać niezwykłe zbiegi okoliczności, zabawne rozmowy i bohatera, który pojawia się w samym środku wielkiej historii, choć nie zawsze rozumie znaczenie wydarzeń. Śmieszy nas jego bezpośredniość, zaskakują kolejne przygody, a słynna opowieść o pudełku czekoladek zostaje w głowie na długo po napisach końcowych.

Po latach ten sam film potrafi zatrzymać nas w zupełnie innych miejscach. Przy pożegnaniu z matką, rozpaczy porucznika Dana, samotności Jenny albo pytaniu Forresta o własnego syna nagle robi się ciszej, bo oglądamy już te sceny z bagażem własnych doświadczeń.

Film się nie zmienił, ale my wiemy już więcej o tym, jak trudno pogodzić się ze stratą, zrozumieć bliskiego człowieka i zaakceptować życie, które potoczyło się inaczej, niż planowaliśmy.

„Forrest Gump”, wyreżyserowany przez Roberta Zemeckisa w 1994 roku, zdobył sześć Oscarów, w tym za najlepszy film i główną rolę Toma Hanksa. Jednak powroty do tej historii mają w sobie coś bardziej osobistego niż podziw dla nagrodzonego dzieła: za każdym razem możemy odnaleźć w niej sprawę, która wcześniej wydawała nam się odległa.

Artykuł zawiera szczegóły fabuły, również dotyczące zakończenia.

1. O wartości człowieka więcej mówią jego czyny niż to, jak wypada na tle innych

Forrest od dzieciństwa spotyka ludzi, którzy oceniają go przez pryzmat jego ograniczeń, sposobu mówienia i wyników testów. Niektórzy od razu wiedzą, gdzie chcieliby go umieścić w społecznej hierarchii, zanim jeszcze zdążą poznać jego charakter.

Widz obserwuje jednak człowieka, który potrafi być lojalny, dotrzymywać obietnic i zauważać potrzeby innych. Przyjaźń z Bubbą ma dla niego znaczenie również po śmierci kolegi, dlatego wspólny plan połowu krewetek nie pozostaje jedynie wspomnieniem wojennych rozmów.

Forrest nie potrzebuje efektownego języka, żeby jego przywiązanie do drugiego człowieka stało się widoczne. Pokazuje je w tym, co robi.

Z wiekiem ta różnica między wrażeniem a rzeczywistą postawą staje się coraz bardziej znajoma. Poznajemy ludzi, którzy pięknie mówią o uczciwości, lecz zawodzą przy pierwszej niewygodzie, i takich, którzy nie umieją wygłosić wzruszającej deklaracji, za to przyjeżdżają pomóc, kiedy naprawdę ich potrzebujemy.

Historia Forresta zachęca, żeby ostrożniej rozdzielać uznanie na podstawie pewności siebie, wykształcenia czy towarzyskiego obycia. Każda z tych rzeczy może mieć znaczenie, ale dopiero konkretna sytuacja pokazuje, czy obok nas stoi ktoś, na kim można polegać.

2. Nie znamy całej historii człowieka, którego tak łatwo oceniamy

Jenny potrafi wzbudzać w widzach złość, ponieważ wraca do Forresta, a potem znów znika, wikła się w krzywdzące relacje i podejmuje decyzje, których trudno nie odbierać jako bolesnych również dla niego. Łatwo zatrzymać się na pytaniu, dlaczego nie wybiera spokojnego życia u boku kogoś, kto ją kocha.

Film pokazuje jednak także jej dzieciństwo naznaczone przemocą ze strony ojca. Szczególnie wymowna staje się późniejsza scena przed rodzinnym domem, kiedy Jenny rzuca w niego kamieniami, jakby próbowała dosięgnąć czegoś, co mimo upływu lat wciąż pozostaje w niej żywe.

Dorosła Jenny wyjechała z domu, ale wspomnienia tego, co ją tam spotkało, nadal mają dla niej znaczenie.

Nie trzeba usprawiedliwiać każdego jej zachowania, żeby dostrzec cierpienie tej postaci. Można jednocześnie zauważyć krzywdę Forresta i zrezygnować z wygodnego przekonania, że Jenny po prostu nie potrafi docenić tego, co ma.

Z biegiem lat częściej przekonujemy się, jak niewiele wiemy o ludziach, których spotykamy. Widzimy czyjąś nieufność, wycofanie albo kolejny nieudany związek, ale nie znamy wszystkich doświadczeń poprzedzających te sytuacje. Film nie daje prostego wyjaśnienia każdej decyzji Jenny, pozostawia jednak ważne pytanie: czy zanim wydamy wyrok, potrafimy dopuścić myśl, że nie widzimy całej historii?

3. Życie może mieć sens również wtedy, gdy nie przypomina już naszych planów

Porucznik Dan jest przekonany, że zna swoje przeznaczenie, a wojskowa tradycja rodziny nadaje mu wyraźnie określoną rolę. Kiedy zostaje uratowany przez Forresta, ale traci nogi, musi zmierzyć się zarówno z niepełnosprawnością, jak i rozpadem wyobrażenia o tym, kim miał być.

Jego gniew można odczytać jako bunt przeciwko przyszłości, której nie wybierał i dla której początkowo nie znajduje żadnego sensownego kształtu. W tej historii szczególnie poruszające jest to, że wdzięczność wobec Forresta nie pojawia się od razu, a odnalezienie nowego miejsca w świecie wymaga czasu.

Czasami trudno nam zaakceptować teraźniejszość, ponieważ wciąż porównujemy ją z życiem, które miało się wydarzyć.

Nie trzeba przeżyć wojny, żeby rozpoznać samo doświadczenie utraty ważnego planu. Rozstanie, choroba, zawodowa porażka czy konieczność zaczynania od początku potrafią zostawić człowieka z poczuciem, że wszystko, co miało nadawać kierunek kolejnym latom, właśnie przestało istnieć.

Dalsze losy Dana można odczytać jako opowieść o stopniowym dopuszczaniu innych możliwości. Film nie unieważnia jego straty, ale pokazuje, że obok niej mogą pojawić się praca, więź i przyszłość, której wcześniej nie umiał sobie wyobrazić. To perspektywa szczególnie bliska wtedy, gdy sami próbujemy zbudować coś po końcu świata, który wydawał nam się jedynym możliwym.

4. Miłość nie daje nam kontroli nad losem drugiej osoby

Forrest kocha Jenny, jest przywiązany do matki i traktuje przyjaźń z Bubbą z ogromną powagą, a mimo to doświadcza śmierci wszystkich tych osób. Jego oddanie nie sprawia, że najbliżsi stają się bezpieczni, zdrowi i zawsze obecni.

Właśnie dlatego pod ciepłem i humorem filmu kryje się tyle smutku. Bohater odnosi niezwykłe sukcesy, ale żaden z nich nie pozwala mu zatrzymać ludzi, których chciałby mieć obok siebie.

Możemy kogoś bardzo kochać, a jednocześnie nie mieć wpływu na wszystko, co go spotka.

Z wiekiem coraz trudniej traktować to wyłącznie jako filmową refleksję, ponieważ pojawiają się pożegnania, których sami nie chcieliśmy, oraz rozmowy, do których nie da się już wrócić. Bywa, że wraz z żalem przychodzą pytania o to, czy mogliśmy zrobić więcej, zauważyć coś wcześniej albo znaleźć słowa, które zmieniłyby bieg wydarzeń.

Opowieść Forresta przy grobie Jenny można odczytać jako próbę podtrzymania więzi poprzez dzielenie się codziennością, choć odpowiedź już nie nadejdzie. Jest w tej scenie coś znajomego dla każdego, kto chciał kiedyś zadzwonić do nieobecnej osoby, żeby powiedzieć jej o drobnym sukcesie, zabawnym wydarzeniu albo zwyczajnie zapytać, jak minął dzień.

5. To, co najważniejsze, często mieści się w zwykłym dniu

Przez życie Forresta przewijają się wielkie wydarzenia, znane postacie, sportowe sukcesy i pieniądze, których zdobycie mogłoby stanowić finał zupełnie innej opowieści. Tymczasem jedną z najbardziej poruszających chwil jest spotkanie z synem.

Kiedy Forrest dowiaduje się, że jest ojcem, pyta o inteligencję chłopca, a jego reakcja pozwala zobaczyć lęk człowieka, który dobrze pamięta własne doświadczenie odrzucenia. W tej krótkiej scenie cała niezwykłość jego biografii ustępuje trosce o to, czy dziecku będzie w życiu trudno.

Później zostaje codzienność: wspólny dom, opieka i odprowadzanie syna do szkolnego autobusu. Po wszystkich niezwykłych przygodach to właśnie obecność przy bliskim człowieku nadaje zakończeniu tak duży ciężar.

Z czasem łatwiej zrozumieć, dlaczego takie sceny poruszają mocniej niż filmowe triumfy. Sami zaczynamy zauważać wartość rzeczy, które przez długi czas traktowaliśmy jak tło: spokojnego śniadania, znajomego głosu w drugim pokoju, możliwości odebrania dziecka albo rozmowy z rodzicem, który jeszcze może odpowiedzieć.

Nie trzeba rezygnować z ambicji, żeby docenić te chwile. Warto jednak czasem sprawdzić, czy w pogoni za życiem, z którego będziemy dumni, zauważamy życie, które już mamy.


Po kolejnym seansie „Forresta Gumpa” można nadal śmiać się z tych samych scen, a jednocześnie znacznie dłużej myśleć o pożegnaniach, przyjaźni i zwykłej ludzkiej obecności. Bohater nie potrafi wyjaśnić wszystkiego, co go spotyka, podobnie jak my nie zawsze umiemy nadać sens własnym doświadczeniom.

Być może z wiekiem najbardziej wzrusza właśnie to, że mimo strat i niezrozumienia Forrest nadal potrafi się przywiązać, troszczyć i być blisko. Kiedy sami wiemy już, ile odwagi może kosztować ponowne otwarcie się na życie, jego historia przestaje wydawać się taka prosta.

Źródła

Marcel Adamas

Pisze od 2012 roku. Prowadzi Przemyślenia.pl i jest autorem książki „Cisza leczy duszę”. W swoich tekstach porusza tematy emocji, relacji i codziennych spraw, które zostają w głowie na dłużej. Szuka słów na to, co wielu z nas czuje, ale o czym nie zawsze łatwo mówić.