Psychologia Relacje

Można wracać do pustego domu i czuć spokój. Dlaczego niektórzy wolą to niż kolejny związek?

Otwierasz drzwi, odkładasz klucze. W mieszkaniu jest cicho. Nikt nie pyta, dlaczego wracasz dopiero teraz. Nie musisz odgadywać nastroju po sposobie, w jaki ktoś odpowiada na powitanie. Robisz herbatę, siadasz i po raz pierwszy tego dnia naprawdę odpoczywasz.

Dla kogoś z zewnątrz ten wieczór może wyglądać smutno. Jeden kubek, pusta kanapa, kolacja bez towarzystwa. Dla ciebie może być dokładnie tym, czego potrzebujesz.

O życiu w pojedynkę często mówi się jak o poczekalni. Jakby człowiek dopiero przygotowywał się do właściwego życia, które zacznie się wtedy, gdy kogoś pozna. Tymczasem nie każdy, kto wraca do pustego domu, czeka, aż ktoś w nim zamieszka.

Niektórzy czują się dobrze sami. Inni dopiero uczą się tego spokoju. I nie musi to oznaczać, że przestali wierzyć w miłość.

Być samemu i czuć się samotnym to różne doświadczenia

Można mieszkać samemu, a jednocześnie mieć ludzi, do których dzwoni się z dobrą wiadomością. Przyjaciół, z którymi można zjeść obiad. Rodzinę, znajomych, swoje miejsca i codzienne rozmowy.

Można też dzielić z kimś mieszkanie i wieczorami czuć, że nie ma się do kogo odezwać.

Życie bez partnera opisuje sytuację człowieka. Osamotnienie mówi o tym, jak ten człowiek się czuje – czy ma tyle bliskości i kontaktu, ile potrzebuje. Te dwie rzeczy nie zawsze idą ze sobą w parze.

Dlatego pytanie „czy jesteś z kimś?” niewiele mówi o jakości czyjegoś życia. Czasem więcej dowiemy się, pytając: „Czy jest ci dobrze tak, jak teraz żyjesz?”.

Nie wszyscy odpowiedzą tak samo. Dla jednej osoby brak związku będzie bolesny, dla innej neutralny, a dla jeszcze innej będzie świadomym i satysfakcjonującym wyborem.

1. Wiedzą już, jak wiele kosztuje codzienne napięcie

Ktoś przez lata sprawdzał nastrój partnera, zanim zdecydował, czy może poruszyć trudny temat. Ktoś inny wracał z pracy i już pod drzwiami zastanawiał się, o co tym razem będzie pretensja.

Po takim doświadczeniu zwykły, spokojny wieczór może mieć ogromną wartość.

Nie trzeba już przygotowywać wyjaśnień dotyczących niewinnej rozmowy ze znajomym. Można odpocząć bez poczucia winy. Zrobić coś po swojemu bez spodziewanej drwiny.

Nie każdy, kto wybiera życie w pojedynkę, ma za sobą krzywdzącą relację. Jednak dla części osób odzyskany spokój staje się ważnym punktem odniesienia przy kolejnych znajomościach.

Zaczynają zwracać uwagę na to, jak czują się przy drugim człowieku: czy mogą swobodnie mówić, odmawiać, odpoczywać i być sobą. Sam fakt, że ktoś chce z nimi być, przestaje wystarczać.

2. Lubią mieć wpływ na własną codzienność

Wstają wcześniej, bo lubią spokojne poranki. W weekend idą na długi spacer albo zostają z książką w domu. Urządzają mieszkanie tak, żeby dobrze się w nim czuć.

Z boku łatwo nazwać to wygodnictwem. Tymczasem możliwość decydowania o własnym czasie jest dla niektórych ważną częścią dobrego życia.

Badania nad osobami żyjącymi w pojedynkę wskazują, że znaczenie ma między innymi poczucie autonomii i to, czy taki sposób życia jest zgodny z ich własnymi potrzebami. Nie oznacza to, że niezależność gwarantuje szczęście. Pokazuje jednak, dlaczego brak partnera nie musi być odczuwany jako strata.

Dobry związek również może dawać swobodę. Nie każdy jednak chce obecnie podejmować zobowiązania i uzgodnienia, które wiążą się ze wspólnym życiem.

Można to przyznać uczciwie, bez tłumaczenia się, że jest się „za trudnym” albo „niezdolnym do miłości”.

3. Nie chcą budować kolejnej relacji tylko po to, żeby kogoś mieć

Poznawanie nowej osoby może być piękne. Wiąże się też z czasem, zaangażowaniem i niepewnością. Trzeba stopniowo sprawdzić, czy za pierwszym wrażeniem idą zgodne wartości, szacunek i gotowość do wzajemności.

Nie każdy ma na to przestrzeń w danym momencie życia.

Ktoś wychowuje dziecko. Ktoś opiekuje się rodzicem. Ktoś odbudowuje codzienność po rozstaniu albo po prostu chce przez jakiś czas skupić się na innych sprawach.

„Teraz nie szukam związku” może być pełną odpowiedzią. Nie musi oznaczać rozczarowania wszystkimi ludźmi ani obietnicy, że tak będzie już zawsze.

Nowa relacja nie jest obowiązkowym dowodem na to, że człowiek poradził sobie z zakończeniem poprzedniej. Można iść dalej również bez nowego partnera u boku.

4. Mają bliskość, która nie jest romantyczna

Przyjaciółka pamięta o ważnym badaniu. Brat pomaga w przeprowadzce. Znajomy pyta, czy masz ochotę wyjść na kawę. Są ludzie, przy których można się śmiać, milczeć i powiedzieć, że dzień był trudny.

Takie więzi mają własną wartość. Nie są jedynie zastępstwem dla związku.

Osoba żyjąca bez partnera może mieć bogate życie społeczne i głębokie relacje. Może też potrzebować więcej czasu dla siebie niż ktoś inny, a mimo to pozostawać otwarta na ludzi.

Ważne, żeby wybór życia w pojedynkę nie był automatycznie utożsamiany z odcięciem się od świata. Własne mieszkanie i własna codzienność mogą współistnieć z przyjaźnią, troską i poczuciem przynależności.

Nie każdy potrzebuje tych samych form bliskości ani takiej samej częstotliwości spotkań.

5. Przestali odkładać życie do chwili, aż kogoś poznają

Przez pewien czas można myśleć: pojadę na ten wyjazd, kiedy będę mieć z kim. Zapiszę się na kurs, gdy moje życie się ułoży. Kupię większy stół, kiedy będzie dla kogo.

A potem przychodzi moment, w którym człowiek orientuje się, że kolejne miesiące mijają na czekaniu.

Zaczyna więc robić rzeczy, które dotąd odkładał. Zaprasza znajomych na obiad. Idzie sam do kina. Zmienia pracę, wraca do dawnego zainteresowania albo urządza balkon, choć będzie pić na nim kawę głównie we własnym towarzystwie.

To nie musi być manifest samowystarczalności. Czasem jest zwykłym uznaniem, że obecne życie też zasługuje na uwagę.

Nie trzeba czekać na partnera, żeby tworzyć codzienność, do której chce się wracać.

A jeśli za spokojem kryje się lęk?

Warto zostawić miejsce również na to pytanie. Czasem człowiek naprawdę lubi życie w pojedynkę. Czasem tęskni za związkiem, ale obawa przed ponownym zranieniem sprawia, że odrzuca każdą możliwość zbliżenia.

Te doświadczenia mogą się też mieszać. Można cenić niezależność i jednocześnie od czasu do czasu pragnąć czyjejś obecności.

Pomocne bywa spokojne przyjrzenie się sobie: czy moje obecne życie odpowiada moim potrzebom? Czy mam ludzi, do których mogę się zwrócić? Czy rezygnuję z czegoś, czego naprawdę chcę, głównie ze strachu?

Odpowiedzi nie muszą prowadzić do założenia profilu randkowego. Mogą prowadzić do rozmowy z przyjacielem, szukania nowych znajomości albo pracy nad bolesnymi doświadczeniami, jeśli nadal ograniczają codzienność.

Nie ma potrzeby doszukiwać się ukrytej rany u każdej osoby, która nie szuka związku. Warto jednak potraktować własne cierpienie poważnie, jeśli mimo deklarowanego spokoju wciąż jest obecne.

Można być otwartym na miłość i nie chcieć jej za każdą cenę

Spokojne życie w pojedynkę nie musi być deklaracją na zawsze. Dziś ktoś nie chce związku. Za rok może spotkać osobę, z którą zapragnie dzielić codzienność. Może też pozostać przy swoim wyborze.

Żadna z tych dróg nie wymaga usprawiedliwienia.

Dobry związek może dawać ciepło, wsparcie i radość, których trudno nie docenić. Życie bez partnera również może być pełne sensu. O jego jakości nie rozstrzyga liczba kubków stojących rano na kuchennym blacie.

Czasem po powrocie do domu człowiek odczuwa brak. Czasem ulgę. Czasem jedno i drugie.

A czasem po prostu zdejmuje buty, nastawia wodę na herbatę i czuje, że dobrze mu we własnym życiu. Nie trzeba go przekonywać, że powinno mu czegoś brakować.

Źródła

Marcel Adamas

Pisze od 2012 roku. Prowadzi Przemyślenia.pl i jest autorem książki „Cisza leczy duszę”. W swoich tekstach porusza tematy emocji, relacji i codziennych spraw, które zostają w głowie na dłużej. Szuka słów na to, co wielu z nas czuje, ale o czym nie zawsze łatwo mówić.