Czasami najlepsze lata życia nie kończą się dlatego, że się starzejemy. Kończą się wtedy, gdy przestajemy być naprawdę obecni. Żyjemy wspomnieniami, czekamy na czyjś powrót, boimy się podjąć decyzję albo wykonujemy codziennie te same czynności, nie pytając już samych siebie, dokąd właściwie zmierzamy.
Bohaterowie Harukiego Murakamiego często stoją gdzieś pomiędzy przeszłością a przyszłością. Słuchają muzyki, spacerują samotnie po mieście, przygotowują proste posiłki i próbują zrozumieć, dlaczego pewnego dnia ktoś zniknął z ich życia. Z zewnątrz wszystko wygląda zwyczajnie. W środku trwa jednak walka z samotnością, tęsknotą i poczuciem, że najważniejsza część życia wydarzyła się gdzieś indziej.
Murakami nie tworzy prostych poradników. Jego powieści nie dają również jednoznacznych odpowiedzi. Pozwalają jednak zobaczyć, jak łatwo można stracić całe lata, czekając na rozwiązanie, które nigdy nie nadejdzie samo. Oto siedem zachowań, które szczególnie często pojawiają się w historiach japońskiego pisarza.
1. Wracamy myślami do czasu, którego nie możemy odzyskać
W „Norwegian Wood” przeszłość nie jest jedynie wspomnieniem. Staje się osobnym światem, do którego bohater wciąż wraca, próbując zrozumieć młodość, miłość i straty, które go ukształtowały.
Każdy z nas nosi w sobie podobne miejsca. Dawny dom, pierwszą miłość, przyjaźń, która się rozpadła, albo okres, kiedy życie wydawało się prostsze. Wspomnienia potrafią dawać ukojenie, ale mogą również zamienić się w pułapkę. Zaczynamy porównywać wszystko, co mamy dzisiaj, z wyidealizowanym obrazem tego, co było kiedyś.
Nie pamiętamy już całej prawdy. Pamiętamy wybrane rozmowy, zapachy, piosenki i gesty. Zapominamy o lęku, niepewności oraz problemach, które także były częścią tamtego życia.
Przeszłość jest potrzebna, ponieważ pokazuje, skąd przyszliśmy. Nie może jednak stać się miejscem, w którym spędzamy większość teraźniejszości. Nie odzyskamy dawnych lat, ale możemy stracić kolejne, próbując do nich wrócić.
2. Pozwalamy, aby jedna rana decydowała o całej przyszłości
Bohater powieści „Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa” przez wiele lat nosi w sobie poczucie odrzucenia. Bliscy przyjaciele nagle usunęli go ze swojego życia, nie podając przyczyny. Chociaż czas mija, tamto wydarzenie nadal wpływa na jego samoocenę, relacje oraz sposób patrzenia na siebie. Dopiero podróż w przeszłość daje mu szansę, aby zacząć naprawiać teraźniejszość — tak też istotę książki opisuje wydawca.
Niewyjaśnione rany mają szczególną siłę. Kiedy nie znamy odpowiedzi, zaczynamy tworzyć je sami. Najczęściej wybieramy tę najbardziej bolesną: „Nie byłem wystarczająco dobry”, „Nie zasługiwałam na miłość”, „Każdy w końcu mnie zostawi”.
Jedno doświadczenie może wtedy stać się wyrokiem wydanym na całe życie. Człowiek przestaje ufać, odpycha ludzi, którzy chcą się zbliżyć, i rezygnuje z szans, zanim ktokolwiek zdąży go ponownie zranić.
To, co nam zrobiono, może wiele wyjaśniać, ale nie powinno na zawsze decydować o tym, kim jesteśmy. Czasami trzeba wrócić do bolesnego miejsca — nie po to, żeby w nim zamieszkać, lecz żeby wreszcie móc je opuścić.
3. Zamieniamy samotność w schronienie, z którego nie umiemy wyjść
Samotność w książkach Murakamiego ma wiele twarzy. Bywa spokojna, twórcza i potrzebna, ale potrafi też odcinać człowieka od świata. Bohaterowie „Sputnik Sweetheart” czy opowiadań ze zbioru „Mężczyźni bez kobiet” często tęsknią za bliskością, a jednocześnie nie potrafią naprawdę do niej dopuścić.
Po zranieniu łatwo pomylić samotność z bezpieczeństwem. Kiedy nikogo nie wpuszczamy do swojego życia, nikt nie może nas odrzucić, zdradzić ani rozczarować. Cena za tę ochronę jest jednak wysoka: nikt nie może nas również poznać, wesprzeć ani pokochać.
Z czasem człowiek przyzwyczaja się do własnej nieobecności w życiu innych. Przestaje dzwonić, odmawia kolejnych spotkań i przekonuje siebie, że nikogo nie potrzebuje. W rzeczywistości często potrzebuje ludzi bardziej niż wcześniej, lecz wstydzi się do tego przyznać.
Samotność może pomóc odzyskać równowagę, ale nie powinna stać się karą wymierzoną sobie za cudze zachowanie. Nie każda nowa osoba powtórzy krzywdę wyrządzoną przez kogoś z przeszłości.
4. Poświęcamy lata osobom, które nigdy nie wybierają nas naprawdę
W świecie Murakamiego miłość często rozmija się w czasie. Jedna osoba kocha, druga pozostaje emocjonalnie nieobecna. Ktoś czeka na człowieka, który należy do innego życia albo nigdy nie potrafił odwzajemnić uczucia.
W „Na południe od granicy, na zachód od słońca” tęsknota za dawną bliskością zaczyna zagrażać temu, co bohater zbudował w teraźniejszości. Z kolei w „Sputnik Sweetheart” uczucia bohaterów układają się w bolesny łańcuch niespełnienia — każdy pragnie kogoś, kto nie potrafi odpowiedzieć tym samym.
Wiele osób spędza najlepsze lata, próbując zasłużyć na czyjąś miłość. Tłumaczą brak zainteresowania, czekają na zmianę i karmią się pojedynczymi gestami, które na chwilę przywracają nadzieję.
Miłość nie powinna przypominać niekończącego się egzaminu. Jeśli przez lata musimy udowadniać swoją wartość, być może problem nie polega na tym, że wciąż robimy za mało. Być może próbujemy otrzymać coś od osoby, która nigdy nie zamierzała nam tego dać.
Czekając, aż ktoś nas wreszcie wybierze, możemy nie zauważyć tych, którzy od początku byli gotowi przy nas zostać.
5. Żyjemy na autopilocie i nazywamy to spokojem
Bohater „Kroniki ptaka nakręcacza” prowadzi początkowo ciche, uporządkowane życie. Przygotowuje posiłki, słucha muzyki, zajmuje się domem i szuka zaginionego kota. Kiedy jednak jego żona zaczyna się od niego oddalać, pozorna stabilność stopniowo pęka. Opis powieści zwraca uwagę właśnie na to zderzenie zwyczajnej codzienności z wydarzeniami, które wywracają życie bohatera na drugą stronę Penguin.
Rutyna sama w sobie nie jest czymś złym. Daje poczucie bezpieczeństwa i pomaga przetrwać trudniejsze okresy. Problem pojawia się wtedy, gdy przestajemy świadomie wybierać własne życie.
Wstajemy, pracujemy, robimy zakupy, przeglądamy telefon i kładziemy się spać. Dni są wypełnione, ale niekoniecznie przeżyte. Nie dzieje się nic dramatycznego, dlatego długo nie zauważamy, że coraz mniej rzeczy naprawdę nas porusza.
Można być bardzo zajętym i jednocześnie stać w miejscu. Można również mieć spokojne życie, które daje głęboką satysfakcję. Różnica polega na tym, czy codzienność jest naszym wyborem, czy jedynie ciągiem czynności wykonywanych z przyzwyczajenia.
6. Uciekamy przed trudnymi pytaniami, licząc, że czas odpowie za nas
W książkach Murakamiego bohaterowie często wyruszają w podróż, gdy dotychczasowe życie przestaje wystarczać. Nie zawsze wiedzą, czego szukają. Wiedzą jedynie, że nie mogą dłużej udawać, iż wszystko jest w porządku.
Podobny motyw odnajdujemy w „Kafce nad morzem”. Droga nie prowadzi tam wyłącznie do nowego miejsca. Jest również próbą zmierzenia się z własnym lękiem, przeszłością i pytaniami o tożsamość.
W prawdziwym życiu nie zawsze potrzebujemy dalekiej podróży. Czasami wystarczy przyznać: „Nie jestem szczęśliwy”, „Ta relacja mnie niszczy”, „Nie chcę już żyć w ten sposób”. To trudne zdania, ponieważ po ich wypowiedzeniu nie można już udawać, że nie widzimy problemu.
Czas pomaga nabrać dystansu, ale nie podejmuje za nas decyzji. Nie kończy relacji, nie stawia granic i nie mówi prawdy. Jeżeli ciągle odkładamy konfrontację, problem może rzeczywiście osłabnąć — lecz razem z nim mogą osłabnąć także nasze siły, marzenia i wiara, że zasługujemy na inne życie.
7. Czekamy na wielki przełom, zamiast wykonywać małe kroki
Zmiana kojarzy się nam z jednym wielkim momentem. Chcemy obudzić się jako silniejsi, spokojniejsi i bardziej zdyscyplinowani ludzie. Gdy nie widzimy szybkich rezultatów, rezygnujemy.
Murakami pokazuje inne podejście w autobiograficznych esejach „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”. Pisarz od lat łączy pracę twórczą z regularnym bieganiem, a książka znajduje się również wśród jego najważniejszych utworów niefikcjonalnych na oficjalnej stronie autora.
Bieganie staje się tam opowieścią o wytrwałości, powtarzalności i zgodzie na własne ograniczenia. Nie każdy dzień przynosi rekord. Nie każdy trening jest przyjemny. Znaczenie ma jednak to, że człowiek ponownie wychodzi na drogę.
Najlepsze lata życia rzadko zostają uratowane przez jeden spektakularny czyn. Częściej odzyskujemy je dzięki małym decyzjom podejmowanym codziennie: jednej rozmowie, jednemu postawionemu „nie”, jednemu spacerowi, jednej godzinie poświęconej na coś, co naprawdę ma dla nas znaczenie.
Nie musimy zmieniać wszystkiego naraz. Musimy tylko przestać codziennie rezygnować z samych siebie.
Najlepsze lata nie zawsze są za nami
Najlepsze lata życia nie muszą oznaczać młodości, braku problemów ani czasu, kiedy wszystko układało się zgodnie z planem. Mogą zacząć się wtedy, gdy po raz pierwszy wybieramy siebie świadomie.
Twórczość Murakamiego przypomina, że można długo chodzić po własnym życiu jak po obcym mieście. Można znać wszystkie ulice, a mimo to nie wiedzieć, gdzie jest dom. Można również zatrzymać się, spojrzeć na swoją historię uczciwie i wybrać dalszą drogę.
Nie odzyskamy czasu oddanego przeszłości, niedostępnym ludziom i lękowi przed zmianą. Możemy jednak zdecydować, że nie oddamy im kolejnych lat.
Bo najlepsze lata życia nie zawsze są tymi, które już minęły. Czasami są tymi, których jeszcze nie zmarnowaliśmy.
Jeśli potrzebujesz zatrzymania, ciszy i głębszego spojrzenia na własne emocje, sięgnij po książkę Marcela Adamasa „Cisza leczy duszę”. To refleksyjna podróż w stronę spokoju, samoświadomości i życia bliżej siebie. Zamów książkę na stronie wydawnictwa.

