Granatowy fartuszek, kreda na palcach i mokra gąbka przy tablicy. Do tego kolega z ławki, z którym zawsze było się z czego śmiać. Szkoła w PRL-u budzi wiele ciepłych wspomnień. Ale wystarczy zapytać o kary, szkolne kontrole czy sposób traktowania uczniów, żeby obok uśmiechu pojawiły się znacznie trudniejsze historie.
Jedni do dziś wspominają nauczycielkę, która dostrzegła w nich zdolności. Inni pamiętają przede wszystkim strach przed wywołaniem do tablicy. Te doświadczenia mogą być równie prawdziwe.
Nie było bowiem jednej szkoły w PRL-u. Wiele zależało od dekady, miejscowości, dyrektora i konkretnego pedagoga. Nie każda opisana sytuacja zdarzała się wszędzie. Jednak część praktyk, które znajdowały wówczas przyzwolenie, dzisiaj wywołałaby zdecydowany sprzeciw wielu rodziców.
1. Uderzenie linijką traktowane jak sposób na dyscyplinę
W relacjach dotyczących dawnej szkoły pojawiają się uderzenia linijką po dłoniach czy ciągnięcie za ucho. Zdarzało się, że nauczyciel w ten sposób reagował na nieposłuszeństwo. Samo występowanie takich praktyk nie oznacza jednak, że były oficjalnym uprawnieniem pedagoga.
Dziś wielu rodziców nie poprzestałoby na wyjaśnieniu, że dziecko przeszkadzało podczas lekcji. Chcieliby wiedzieć, dlaczego dorosły uznał zadanie bólu za dopuszczalną odpowiedź.
Można wymagać od ucznia, żeby nie rozmawiał, odrabiał zadania i szanował innych. Trudno jednak przekonywać go do szacunku, jednocześnie pokazując, że silniejszemu wolno uderzyć słabszego.
Cisza w klasie nie zawsze oznaczała autorytet nauczyciela. Czasem oznaczała po prostu strach.
2. Kara, którą miała zobaczyć cała klasa
Stawianie do kąta czy sadzanie w tak zwanej oślej ławce należało do opisywanych sposobów karania uczniów. W niektórych szkołach dziecko miało zostać wyraźnie oddzielone od pozostałych, a jego położenie stanowić ostrzeżenie dla kolegów.
Dla dorosłego mogło to być kilka minut porządku podczas lekcji. Dla ucznia — stanie ze świadomością, że wszyscy patrzą, a ktoś za plecami się śmieje.
Właśnie ten element budziłby dziś sprzeciw wielu rodziców. Konsekwencja za niewłaściwe zachowanie to jedno. Robienie z dziecka widowiska to drugie.
Po latach można nie pamiętać, za co dostało się karę. Znacznie trudniej zapomnieć uczucie, że cała klasa ma prawo się z ciebie śmiać.
3. Sprawdzanie czystości przy innych uczniach
Kontrole włosów, uszu czy rąk pojawiają się we wspomnieniach szkolnych z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Zdarzało się, że odbywały się przy rówieśnikach, a ich wyniki głośno komentowano. Opisuje to historyczka Barbara Techmańska w opracowaniu poświęconym wspomnieniom uczniów.
Sama troska o higienę była potrzebna. Problemem był sposób jej sprawdzania. Dziecko nie miało wpływu na wszystkie warunki panujące w domu, a mimo to właśnie ono mogło zostać publicznie zawstydzone.
Wyobraźmy sobie powrót do ławki po takiej kontroli. Wystarczy jeden złośliwy komentarz, żeby sprawa towarzyszyła uczniowi jeszcze długo po wyjściu higienistki.
Współczesne zalecenia dotyczące kontroli głowy podkreślają indywidualne badanie oraz zachowanie prywatności dziecka. To dobrze pokazuje, jak bardzo zmieniło się podejście do jego godności.
4. Kłopoty z powodu źle przyszytej tarczy
Fartuszki i szkolne tarcze dla jednych są sympatycznym symbolem dzieciństwa. Inni pamiętają kontrolowanie, czy wszystkie elementy stroju znajdują się na swoim miejscu. We wspomnieniach pojawiają się nawet kary za przypinanie tarczy agrafką zamiast przyszywania jej do rękawa. Tarcza pozwalała też rozpoznać szkołę ucznia poza jej murami.
Nie każdy dzisiejszy rodzic sprzeciwiałby się mundurkom. Część zapewne chętnie zobaczyłaby ich powrót. Trudniej byłoby jednak zaakceptować sytuację, w której sposób zamocowania kawałka materiału urasta do poważnego przewinienia.
Z perspektywy dziecka zgubiona tarcza mogła oznaczać zwykłą przygodę na przerwie. Z perspektywy dorosłego stawała się dowodem braku dyscypliny.
Czasem szkolny porządek zaczynał zajmować więcej miejsca niż rozsądna ocena sytuacji.
5. Publiczne rozliczanie ucznia z jego przewinień
Szczególnie w okresie stalinowskim szkolne apele służyły również składaniu samokrytyki. Uczeń miał publicznie przyznać się do błędów. W ówczesnym wychowaniu wykorzystywano także nacisk grupy na osobę uznaną za niewłaściwie postępującą.
To coś więcej niż rozmowa wychowawcza. Gdy naprzeciw dziecka stoi cała zbiorowość, trudno mówić o swobodnym wyjaśnieniu własnej wersji wydarzeń.
Dzisiejszy rodzic mógłby zapytać przede wszystkim: czy ktoś spokojnie wysłuchał mojego dziecka? Czy miało szansę powiedzieć, co się stało, zanim inni je ocenili?
Przyznanie się do błędu ma wartość wtedy, gdy prowadzi do zrozumienia i naprawienia szkody. Wymuszone przed publicznością może być jedynie próbą jak najszybszego zakończenia upokarzającej sytuacji.
6. Prace społeczne wpisane w szkolne oczekiwania
Zbieranie surowców wtórnych, prace porządkowe czy udział w pracach polowych były elementami szkolnej rzeczywistości. Ich znaczenie nie ograniczało się do pomocy otoczeniu — łączono je z wychowaniem i oceną postawy ucznia.
Nie wszyscy wspominają te zajęcia źle. Wyjazd z klasą mógł oznaczać wspólną przygodę, rozmowy i dzień spędzony inaczej niż zwykle. W relacjach o szkolnych wykopkach pojawiają się również ogniska i dobra zabawa.
Dzisiaj wielu rodziców chciałoby jednak znać szczegóły: jakie zadania dostanie dziecko, czy są odpowiednie do jego wieku i kto zapewni bezpieczeństwo.
Uczenie odpowiedzialności za wspólne otoczenie ma sens. Warto tylko zostawić miejsce na pytanie, czy każda praca zlecona uczniowi rzeczywiście temu służy.
7. Polityka obecna nawet podczas szkolnej uroczystości
Szkoła w PRL-u miała również wychowywać zgodnie z oczekiwaniami władzy. W oficjalnym kalendarzu znajdowały się obchody rocznicy rewolucji październikowej czy urodzin Lenina. W okresie stalinowskim ideologia szczególnie mocno przenikała także treść podręczników. Jej natężenie zmieniało się w kolejnych dekadach.
Dziecko mogło więc uczestniczyć w uroczystościach, których sens polityczny rozumiało tylko częściowo. Dla niego ważniejsze bywało poprawne powiedzenie wiersza albo to, obok kogo stanie podczas występu.
Z perspektywy rodzica problem wygląda inaczej: szkoła wykorzystuje zaufanie dziecka, by przedstawiać określony światopogląd jako jedyny właściwy.
Wielu współczesnych rodziców zaprotestowałoby przeciwko angażowaniu ich dzieci w podobne wychwalanie partii czy politycznych przywódców.
Do dawnych szkolnych lat można wracać z czułością i jednocześnie widzieć to, co było w nich krzywdzące. Jedno nie odbiera prawdziwości drugiemu.
Dobry nauczyciel, przyjaźń z ławki i radość na dźwięk ostatniego dzwonka nie przestają być pięknymi wspomnieniami tylko dlatego, że ktoś opowie również o strachu czy upokorzeniu.
Być może najbardziej tęsknimy za ludźmi, których wtedy spotkaliśmy, i za własnym dzieciństwem. Nie musimy przy tym tęsknić za każdą metodą, jaką nas wychowywano.
A jaką szkołę pamiętasz ty — wymagającą, ale życzliwą, czy taką, w której lepiej było się nie odzywać?
Źródła
- Beata Urbanowicz, „Nauczanie pod nadzorem. Codzienność szkolna w latach 1944–1989 (wybrane problemy)”, „Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska”, Sectio F, t. 79, 2024, s. 333–352.
- Barbara Techmańska, „Polska szkoła podstawowa w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych w świetle wspomnień”, „Pamięć i Sprawiedliwość”, nr 1 (43), 2024 — pełny numer.
- Bryk.pl, „Jak wyglądały lekcje w PRL-u? Dziś za niektóre metody nauczyciel stanąłby przed sądem”, 16 września 2022 — materiał popularny dotyczący szkolnych obyczajów i kar.
- Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Warszawie, „Kto odpowiada za czystość głów dzieci w placówkach edukacyjnych?” — współczesne zalecenia dotyczące prywatności podczas kontroli.

